Szybki test: Norton Internet Security 2011 Beta

Dodał: admin Lipiec - 6 - 2010

nis-2011-boxTak jak zapowiadałem kilka dni temu, publikuję krótki test najnowszego dziecka firmy Symantec – Norton Internet Security 2011 Beta. Chociaż jestem wiernym użytkownikiem marki Kaspersky i raczej niechętnie zmieniam swoje przyzwyczajenia to kończący się klucz na ten produkt dał mi impuls, by tym razem zainstalować coś innego i na własnej skórze przekonać się jak obiecanki producentów mają się do rzeczywistości. Jako że Symantec w swoim programie beta pozwala za darmo przetestować NIS 2011 i dorzuca do tego klucz licencyjny ważny przez 120 dni, a ostatnio pakiety zabezpieczające są chwalone we wszelakich publikacjach, postanowiłem sprawdzić właśnie ten produkt. No to do dzieła!

Pierwsze wrażenie? Jak najbardziej pozytywne. Użytkownicy wersji 2010 z pewnością zdążyli już przywyknąć do nowej szaty graficznej programu. Natomiast dla osoby – która jak ja – ostatnio miała styczność z produktem Symanteca ładnych parę lat temu ów interfejs jest sporym szokiem… in plus oczywiście. Widać, że jest to zupełnie inna koncepcja w porównaniu z innymi programami antywirusowymi. Po dłuższym obcowaniu z programem muszę przyznać, że nawet – zdawałoby się – miły dla oka interfejs Kasperskiego wygląda wręcz ascetycznie w porównaniu z Nortonem. Interfejs NIS 2011 jest naprawdę ładny. Mimo, że główne okno programu jest czarne to jednak wszystko jest czytelne, a aplikacja ma specyficzny klimat. Symantec dodał również kilka wodotrysków graficznych jak chociażby efekt odwracania okna programu „na drugą stronę”.

nis-2011-beta

Główne okno programu NIS 2011 Beta

Od razu rzuca się również w oczy, że Symantec stawia w swoich produktach na prostotę obsługi i celuje w zwykłych użytkowników. Przy zwykłym korzystaniu z komputera pakiet ten jest praktycznie niewidoczny – nie zasypuje zbędnymi komunikatami, a cicho siedzi i robi swoje. Przyznam, że nie lubię setek wyskakujących wiadomość o zapobieżeniu ataku czy aktualizacji baz. Chociaż Norton Internet Security również wyświetlił mi któregoś dnia jakiś miesięczny raport lub coś w tym stylu, ale akurat wtedy nie miałem czasu się przyjrzeć się jego zawartości, więc wyłączyłem go nawet bez rzucenia okiem ;)

Jeśli już zdecydujemy się odpalić okno programu to możemy na przykład zaledwie jednym kliknięciem wyłączyć poszczególne moduły ochrony czy przeskanować komputer. Z ciekawych funkcji znalazłem możliwość przeskanowania ściany na profilu w facebooku czy moduł pozwalający sprawdzić czy podana przez nas strona internetowa jest bezpieczna, bez konieczności jej odwiedzania.

A co jeśli chodzi o możliwości konfiguracyjne? Przyznam, że nie mam pojęcia. Program działa jak trzeba, więc nie chciało mi się grzebać w ustawieniach. Rzut oka na stronę „Settings” pozwala stwierdzić, że jest ona równie estetyczna jak główne okno programu, a wszystkie opcje konfiguracyjne są logicznie ułożone w sekcje i podsekcje. Maniacy konfirugracyjni powinni, więc czuć się usatysfakcjonowani ;)

Poruszmy teraz najbardziej interesujące parametry pracy programu. Nie, nie chodzi mi tu o wykrywalność wirusów bo to można sprawdzić w najróżniejszych testach publikowanych w sieci, ja nie mam ochoty na zaśmiecanie swojego komputera złośliwymi kodami. Zainteresowała mnie natomiast kwestia wydajności. W różnych artykułach na temat programu pisze się, że Symantec poszedł po rozum do głowy i wreszcie popracował nad wydajnością. I rzeczywiście! To już nie jest ta zamulająca kobyła, którą na siłę wrzucano do nowych komputerach, a i tak pierwszą czynnością po zakupie było odinstalowywanie. Obecnie Norton Internet Security to lekka aplikacja nie uszczuplająca zasobów systemowych. Proces programu, który udało mi się zidentyfikować to zaledwie 11 MB!

Chciałem również sprawdzić jak Norton zachowa się podczas pełnego skanowania programu. Jak wszyscy wiedzą takie skanowanie zazwyczaj trwa dosyć długo, więc postanowiłem sobie odpalić grę wykonaną w technologii flash, a później obejrzeć jakiś film on-line. Wszystko to na zasobożernym Firefoksie. Norton nie dał się jednak sprowokować i spokojnie skanował system wykorzystując 3-5% czasu procesora. A mi w tym czasie udało się bez żadnych zakłóceń zagrać i w spokoju obejrzeć film. Ciekawą funkcją jest automatyczne obniżanie priorytetu programu gdy minimalizujemy okno skanowania. Dzięki temu nawet zasobożerne programy powinny pracować stabilnie. Ale oczywiście w tym przypadku skanowanie systemu potrwa nieco dłużej. Okno skanowania nie rozpieszcza bogactwem informacji. Zabrakło mi tak podstawowej informacji jak przewidywany czas ukończenia skanowania.

Co jeszcze mi się nie podoba? Moduł monitorujący przeglądane przez nas strony, który zainstalował się jako dodatek do Firefoksa i wrzucił dodatkową belkę z paskiem narzędzi zmniejszając obszar przeznaczony na przeglądanie stron. Strasznie mnie to zdenerwowało, więc w ciągu chwili moduł został wyłączony ;) Przeglądając funkcje programu nie znalazłem znanego z Kasperskiego wyizolowanego środowiska do uruchamiania programów (tzw. sandbox), oraz wirtualnej klawiatury, która również czasem się mi przydawała.

Ostateczny werdykt? Jednak ogromne pozytywne zaskoczenie i satysfakcja z używania tego programu. Dodam również, że beta jest zupełnie stabilna i nie sprawia żadnych problemów. Tak więc Norton Internet Security 2011 Beta uniknął szybkiej dezinstalacji i będzie miał niewątpliwą przyjemność rezydowania na moim komputerze przez najbliższe kilka tygodni i możliwość wkupienia się w moje łaski ;)


5 komentarzy to “Szybki test: Norton Internet Security 2011 Beta”

  1. alinek napisał(a):

    Dzięki za opinię. Mi nie przeszkadzają wyskakujące komunikaty :), szczególnie przy firewallu, a jestem ciekawy jak ten się sprawuje? Czy skaner, po znalezieniu zagrożenia, pyta co zrobić z tym plikiem (podając jego lokalizację ), czy automatycznie go usuwa. Ach i jak z ochroną poczty – automatyka czy trzeba coś ustawiać? Pewnie też tylko wersja angielska :(
    Trochę pytań, jak nie sprawią kłopotu to z góry dziękuję za odpowiedź.

  2. nVidol napisał(a):

    Skaner bezczelnie wywala wirusy :) tzn pliki które umieści na top liście niebezpiecznych zostają wywalone i trzeba sie naprawde napracować aby je przywrócić (wara od moich KeyGen’ó :))
    Ochrona poczty pełna automatyka
    Wersja tylko angielska
    Aaaaa i firewalla można „zmusić” o informowaniu że coś próbuje wydostać się z kompa

    Odnośnie KIS2011 to podziękuje kobylaste coś czego nie mogłem przez 15 min zmusić do informowania mnie że np. IE próbuje połączyć się z netem niby mozna a niedziała? KIS2011 przereklamowany i jakis taki ociężały (a byłem wiernym fanem marki)

  3. admin napisał(a):

    o widzę, że nVidol już odpowiedział na pytania ;) Dodam jeszcze, że przy wykryciu tracking cookies Norton daje możliwość wyboru akcji do wykonania. Niewątpliwym minusem bety jest niestety angielska wersja językowa. Chociaż z drugiej strony przy tym poziomie prostoty nawet osoby nie znające angielskiego a troszkę obeznane w tematyce komputerów powinny sobie poradzić.

  4. maec napisał(a):

    Witam co do Kaspersky 2011 nie możesz go zmusić kolego poszukaj obejrzyj na You Tube jak piętnastolatek to robi jest filmik

  5. Morbichan napisał(a):

    Ja od ponad roku jestem fanem nowych wersji Nortona, choc wczesniej mialem je za najgorsze programy na swiecie.. Symantec odrobil lekcje i wersja 2010 i jak widac 2011 – kto zmienia zwycieskiego konia – to naprawde ciekawe propozycje.. ciekawe tylko czy bedzie mozna zrobic bezplatny update do wersji 2011 tak jak bylo wczesniej z 2010..?

Skomentuj